Daleko, egzotycznie, gorąco. I nie, nie chodzi tylko o temperaturę powietrza, ale o stan emocjonalny uczestników wyprawy.
Tu wszystko jest większe:
– marzenia,
– nieporozumienia,
– i różnica między tym, co zaplanowałaś, a tym, co się wydarzyło.
Afryka to miejsce, gdzie:
– Kilimandżaro wydaje się prostą górką „do przejścia z rana”,
– Sfinks patrzy z politowaniem, jak próbujesz wcisnąć flaminga do tuk-tuka,
– a statek na Nilu nie przypomina tego z powieści Agathy Christie, tylko raczej przerobioną barkę po sezonie, na której ktoś zapomniał o romantyzmie, ale za to przypomniał sobie o głośniku Bluetooth, plastikowych krzesłach i ciepłej coli.
To kontynent, na którym:
– opalasz się w cieniu rekina,
– pakujesz kremy z filtrem zamiast cierpliwości,
– i mylisz „przygodę życia” z przegraną w rodzinnym głosowaniu.
Afryka – kierunek odważnych, naiwnych i tych, którzy nie przeczytali prognozy pogody.
A także jedyna wyprawa, po której nawet dziecko mówi: „To już koniec, prawda?”