Do końca pobytu właściwie już nigdzie dalej nie wychodziliśmy. Pogoda nie zachęcała do eksploracji, więc trzymaliśmy się naszego najbliższego deptaka — tego samego, który nocami zamieniał się w budżetowe Las Vegas. Krótkie spacery, szybki powrót do hotelu, bar pod dachem. Dzieci szczęśliwe, dorośli pogodzeni z losem.

Antyporada #18: Jeśli miejsce nocą wygląda jak Las Vegas, a ty przyjechałeś odpocząć — odpoczynek zostaje w hotelu.

I tak ten urlop się domknął. Bez wielkiego finału. Bez „wow”. Raczej na zasadzie: dobrze, że już umiemy się z tego śmiać.

Prawdziwa niespodzianka czekała na nas dopiero po powrocie. Na lotnisku w Pyrzowicach, zmęczeni, z bagażami i myślą o własnym łóżku, trafiliśmy na służby celne z robotem wyglądającym jak żywcem wyjęty z filmu science fiction. Metalowy, czujny, kompletnie niepasujący do naszego stanu ducha. Stałam i patrzyłam na niego z jedną myślą: czy to już oficjalny koniec wakacji, czy jeszcze jakiś bonusowy absurd?

No dobrze. Najważniejsze pytanie.

Czy było warto?

W takiej formie, w jakiej pojechaliśmy — nie.

Antyporada #19: Nie wybieraj kierunku po jednym słowie: „UNESCO”. Wybieraj po tym, jak chcesz spędzać dzień.

Zrobiliśmy duży błąd, wybierając akurat ten kurort. Skusiło nas UNESCO, bliskość Nesebyru i wizja tanich wakacji. W praktyce trafiliśmy w miejsce nastawione głównie na nocne życie, drogie atrakcje i turystykę, która z rodzinnością ma niewiele wspólnego.

I wtedy wróciła myśl o mojej mamie. O jej spojrzeniu znad garnka i tym proroczym:
— Zobaczysz.

I, niestety, w kilku sprawach miała rację. Pogoda momentami faktycznie była jak nad Bałtykiem. Ceny potrafiły zaskoczyć. A wybrzeże, które wybraliśmy, okazało się nie tym miejscem, którego szukaliśmy.

Ale mama zna tylko jedną Bułgarię. Tę sprzed lat. I tę nad morzem.

A my wiemy już, że Bułgaria to nie tylko neony, deptaki i kurorty. To także góry, małe miasteczka, wsie, drogi prowadzące donikąd i miejsca, w których historia nie jest atrakcją, tylko codziennością. Bułgaria spokojniejsza, tańsza, prawdziwsza. Taka, którą się zwiedza, a nie konsumuje między drinkiem a kolacją.

Antyporada #20: Jeśli chcesz poznać Bułgarię naprawdę, nie zaczynaj od wybrzeża.

Czy pojedziemy jeszcze do Bułgarii?

Tak. Zdecydowanie.

Ale następnym razem daleko od wybrzeża. Bez kurortów. Bez neonów. Z mapą, a nie z opaską all inclusive.

A mamie? Mamie przyznam rację.

Ale tylko częściowo.